czwartek, 15 października 2015

15 października 2015

   Czas biegnie piorunem. Znów długo nas nie było tutaj. Paweł miewa się świetnie, nadal jeździ na WTZ-y, chociaż nie chce jeździć na basen. Ja jak zwykle zaganiana, a jeszcze próbuję swoich możliwości w wyrobie rękodzieła.

   Na subkoncie Pawła zaksięgowano już 1%.

   Chcielibyśmy serdecznie podziękować Wszystkim, którzy przekazali ten 1%, ale również Tym którzy, docierali z wieściami o Pawle do swoich znajomych. Z roku na rok coraz więcej ludzi wspiera Pawła, co bardzo cieszy. Chłopak jest tego wart.

             KOCHANI JESZCZE RAZ BARDZOOO DZIĘKUJEMY:)

   Jak zwykle z uwagi na ochronę danych osobowych, możemy podać tylko Urzędy Skarbowe z których pochodzą wpłaty, co niniejszym czynimy:

US w Brzegu
US w Rybniku
US w Wołowie
US Wrocław - Krzyki
I US w Opolu
II US w Katowicach
US w Sopocie

JESZCZE RAZ WIELKIE UKŁONY:) I PODZIĘKOWANIA:)


środa, 25 lutego 2015

25 luty 2015

   Od poniedziałku mam totalny mętlik w głowie. Paweł jak zawsze pojechał na warsztaty. Do swojej ukochanej "pracy" i "ekipy". Kiedy wrócił widziałam że, jest jakiś inny. Wbiegł do domu, ale nie tak radośnie jak zawsze. Szybkim ruchem położył na blacie kuchennym plecak. Wyciągając pojemni po drugim śniadaniu, zaczął bardzo szybko mówić. Kiedy mówi szybko, nawet ja mam problem ze zrozumieniem co mówi.

   Wychwyciłam tylko: pogrzeb, cmentarz i Asia płacze. Po słowach " Asia płacze" sam buchnął płaczem. łzy płynęły jak grochy, w oczach totalna bezradność, aż mi się serce ścisnęło. Czyżby zaczął wyrażać emocje adekwatnie do sytuacji?

   Totalna nowość! I jeśli faktycznie ma to miejsce, to mamy coś, na co czekaliśmy baaaardzo długie lata.

   Szybko kazałam tacie Pawła, aby zabrał go z domu do sklepu. Obiecałam mu że, jak wróci będę już wiedziała o co chodzi. Jeszcze przy nim wzięłam do ręki  telefon i zadzwoniłam na WTZ. Bardzo szybko odebrała telefon jedna z Pań Terapeutek. Wyjaśniłam dlaczego dzwonię i że, potrzebuję szczegółowej informacji co się wydarzyło, aby móc porozmawiać z Pawłem i wyjaśnić mu wszystko.

   Rok temu z (o ile dobrze zrozumiałam) z WTZ-ów odszedł jeden z podopiecznych. Miał na imię Piotr. Paweł najpewniej go nie znał, ale zna Asię. Asia z kolei znała Piotra i na wieść o jego śmierci, zaczęła mocno płakać. Ponoć Paweł podszedł do niej, tulił ją i pocieszał. Ta reakcja zaskoczyła nawet Terapeutów.

   Dotychczas Paweł płakał tylko po ataku szału. Nigdy w jego oczach nie widziałam bezradności. Były jak studnie bez dna, w których nie można nic wyczytać. Gdy się uspakajał, zawsze pytał: "co się ze mną działo?"

   Nie dawał się pocieszyć, przytulić, pogłaskać czy w jakiś inny sposób wyciszyć. Tak naprawdę dopiero w Kup, pokazano nam jak wychwycić że, dzieje się coś niedobrego. Że za chwilkę wybuchnie, bo inaczej nie jest w stanie, rozładować emocji. Tam nauczono mnie jak spokojnie, ale stanowczo powiedzieć że, nie zgadzam się na takie zachowanie. Ale gdyby wówczas ktoś mi powiedział że, nadejdzie czas gdy Paweł będzie w stanie zareagować adekwatnie do sytuacji, pocieszyć, przytulić - to sorki za wyrażenie - ale kazałabym mu się "z głupim przez ścianę pomacać".

   Jutro pogrzeb Piotra. Pytałam Pawła czy chce pojechać. Powiedział że tak. Bus będzie jechał. Jadą uczestnicy WTZ-ów. Mając mieszane uczucia co do podjętej przez Pawła decyzji, poradziłam się Terapeutów. Uprzedziłam że, nie mam pojęcia jak się zachowa. Powiedziano mi że, mam się nie martwić.

   Mimo wszystko. I dla mnie i dla Pawła to nowa sytuacja i jak zawsze to "ale" pozostanie. A co Wy o tym myślicie?

wtorek, 10 lutego 2015

10 luty 2015

   Paweł chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Czasem myślę że, osiągnął już wszystko co było możliwe. Szybko jednak wyprowadza mnie z błędu.

   Po wielu zmaganiach, spokój w domu to jak miód na uszy. Kontakt z nim jest coraz lepszy. Dużo opowiada. Wydaje się że, więcej też rozumie.

   Na WTZ-ach, pod koniec miesiąca dostają coś w rodzaju kieszonkowego. Nie są to duże kwoty z tego co wiem, ale uczy to uczestników oszczędzania i wydatkowania tych środków. Pozostają one na warsztatach. Uczestnicy oczywiście podpisują listę. Pewnego dnia, przyleciał Paweł prosto z BUSA i od drzwi krzyczy z radością:

   - Wiesz! Podpisywałem listę! Dostałem wypłata, ale nie dostałem pieniędzy na zakupy - i tu minka i euforia jakby nieco klapła.

   Matka, po krótkim namyśle, wzięła kartkę i rozpisała Pawłowi jak to działa. Że, wypłata od mamy ( 20zł) jest na jego wydatki w domu. Że, z tymi pieniędzmi chodzi ze mną do sklepu, i jeśli chce, to coś kupuje.....
Wypłata na warsztatach - zostaje na warsztatach  i służy mu na wydatki poniesione tam. Na chwilę obecną, zbiera ziarnko do ziarnka, aż będzie więcej. Podziałało, temat skończony. Co więcej, ostatnie 20zł które dostał ode mnie, nadal jest w jego portfelu. Zaglądając do portfela, powtarza sobie: ziarnko do ziarnka.

   Paweł jest na warsztatach na okresie próbnym póki co. Wiadomo, nowe otoczenie, nowi ludzie, nowe zasady. Codziennie kiedy wyjeżdża, dosłuchuję się czy nie zadzwoni telefon że, coś jest nie tak. Na razie jest chyba dobrze.

   Stanowczo zabronił mi wychodzenia z nim do BUSA. "Przecież jestem dorosły!". Ok matka szanuje decyzję Niedźwiedzia. Kolejna decyzja to: "Daj mi do "pracy" chleb i pasztet!". Więc matka siedzi, wymyśla pasztety, póki co chleb bezglutenowy do "pracy" kupiła, a w między czasie testuje swoje wypieki. Paweł nie każdy chleb chce jeść. Powodem nie jest niechęć do jakiegoś rodzaju chleba. Po prostu, w tylnej części jamy ustnej, brakuje znacznej części zębów. Musi mieć chleb zatem miękki, tak żeby, dał radę "rozmymłać" go dziąsłami. Chleb bezglutenowy kupiony, ma to do siebie że, chociaż suchawy, jest puszysty. Po zamrożeniu i odgrzaniu na parze, jest miękki jak poduszeczka. Do tej pory, udało mi się upiec dwa razy taki przybliżony chlebek. Dzisiaj właśnie taki dostał do "pracy". Zobaczymy jak sobie poradzi.

   Jeśli znikną nawet skórki, znaczy to że, matka trafiła z wypiekiem. I koniec kupowania gotowego pieczywa:)

   Mieliśmy w styczniu postarać się o wizytę u Pani dietetyk, ale finanse póki co na to nie pozwoliły. Planujemy zatem kontrolną wizytę na kwiecień. Mam nadzieję że się uda nam. Paweł bardzo chce się pochwalić swoimi osiągnięciami.

   Parę osób już mnie pytało: co zrobiłam że, Pawła dieta tak uległa zmianie. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Wytyczne co Paweł może jeść czego nie, mamy od naszej Pani dietetyk. Z początku fakt, był problem z podawaniem nowych rzeczy. Uciekłam się jednak do fortelu. Nazywa się "restauracja". Paweł od zawsze chciał bywać w restauracjach. Wiadomo że, nie zawsze człowieka na to stać. Jednak podczas wyjazdu, czasem nie ma innego wyjścia. Mówię tu głównie o wyjazdach cało dniowych. Paweł ma teraz określone pory posiłków, których się trzymamy.

   Co zatem z tym fortelem. Podaję mu jedzenie w sposób estetyczny.



   Dokładnie w taki sposób jak na zdjęciach. Wszystko co podam znika bez dyskusji. W książce Mag jest bardzo fajne zdanie od autorki, pozwolę sobie je zacytować:


"Stworzyłam bazę bezpiecznych przepisów także po to, aby wymazać ze słownika alergika słowa "Inny" i "Dziwny". Od dziś każdy alergik  jest po prostu wyjątkowy!". 

autor: Katarzyna Jankowska

   Myślę że, każdy zasługuje na właśnie taki szacunek. A zwłaszcza autystyk.

poniedziałek, 2 lutego 2015

2 luty 2015

                                      KOCHANI!!!!!

   To już trzeci roczek, kiedy zabiegamy o 1% dla Pawła. W ostatnim czasie, dzięki Waszej pomocy i wsparciu, Paweł poczynił ogromne postępy. Przełamał wiele barier, dzięki czemu, może obecnie uczestniczyć w WTZ-ach. Utrzymanie go w tak dobrej formie, wiąże się niestety z kosztami. Nie jesteśmy w stanie ogarnąć wszystkich bez prośby o pomoc. To głównie dzięki 1% udało nam się w minionym roku, zrobić Pawłowi badania, dzięki którym mogliśmy podjąć dietę. Wszystko wskazuje na to, że dieta jest trafiona. Czas na podjęcie kolejnych kroków. Dlatego zwracamy się z ogromną prośbą;

   PAMIĘTAJCIE O PAWLE PRZY WYPEŁNIANIU PIT-u RÓWNIEŻ I W ROKU OBECNYM. POWIADAMIAJCIE SWOICH ZNAJOMYCH, BYĆ MOŻE NIE MAJĄ JESZCZE SPRECYZOWANEGO CELU 1%. MY PRZYGARNIEMY KAŻDY GROSIK.

              Z GÓRY SERDECZNIE DZIĘKUJEMY!!!!!!!:)



piątek, 30 stycznia 2015

30 stycznia 2015

   Młody wyruszył w drogę. Dzisiaj wielki dzień dla niego. Na WTZ-ach jest dziś "pidżama party". Przeżywał mocno to wydarzenie, zwłaszcza że, poproszono o słodką przekąskę.

   No właśnie, i tu by się zdawało że, matka ma odpoczynek jak Pawła nie ma. Tymczasem po ogarnięciu gospodarstwa zewnętrznego ( kury, gęsi.....itd.), wpada rozpala w piecu centralnym i zaszywa się w kuchni, kombinując co rusz to coś nowego. Wszak dieta Pawła, nie oznacza monotonii. Staram się by za każdym razem było coś innego. Fajnie się rozkręcił z jedzeniem, więc nie chcę by wróciły standardy.

   Ostatnio długo kombinowałam z czekoladą. Paweł uwielbia, zwłaszcza mleczną. Ciągle coś nie tak wychodziło, ale zjadał chętnie. Sklepowej nie powinien jeść. Zawiera cukier, kakao a z tego co wiemy od dietetyczki  kakao też zawiera gluten. My używamy karobu. Kakao z mleka ryżowego z karobem i stevią smakuje całkiem, całkiem.

   A wracając do czekolady. Jakiś czas temu na FB zostało wrzucone zdjęcie z przepisem na czekoladę. Było też napisane że, można zamienić składniki. Przepis na oryginalną znajdziecie tu;

                                                      KUCHNIA ZDROWA

   Ja skorzystałam z możliwości zamiany składników i tak wygląda nasze moje dzieło:


   Podam teraz skład zmienionego przepisu:

0.5 szkl. karobu
125 gram oleju kokosowego
2 duże łyżki syropu klonowego
szczypta wanilii

   Olej kokosowy rozpuściłam na bardzo małym ogniu, ma być rzadki ale nie gorący. Wsypałam suche składniki, i jeszcze chwilkę około minuty trzymałam na ogniu mieszając cały czas. Po zdjęciu chwilkę odczekałam aż przestygnie też mieszając, bo olej kokosowy ma to do siebie że, póki nie przestygnie, rozwarstwia składniki. Jak już wszystko przestygło i trzymało się "kupy", przelałam do silikonowej formy "keksówki". Wsadziłam na pół godziny do zamrażarki i gotowe.

   Padło pytanie czy smakowała. Owszem, musiałam Pawła pilnować żeby nie zjadł całej od razu. Jest większa niż te ze sklepu. Sama też próbowałam, smak ma bardzo ciekawy.

   Po południu, trzeba było zająć się upieczeniem czegoś słodkiego. Podobnie jak czekoladę, wzięłam na warsztat kuchenny, przepis na murzyna.........jakoś tak się porobiło że Paweł lubi ciemne ciacha. Wyszedł super. Jak tylko upiekę jeszcze jeden, wrzucę zdjęcie i skład........

   Dzisiaj chcę mu zrobić naleśniki i ryż z dorszem z warzywami do tego sos beszamelowy z książki MAG, którą zakupiłam........Mam nadzieję że, przypadnie mu do gustu.

   P.S. Mając swoją czekoladę, możemy robić też wiórki czekoladowe do posypki:)

środa, 28 stycznia 2015

28 stycznia 2015

   Kochani, w życiu rodziców dzieciaczków niepełnosprawnych trwa teraz gorący okres. Wszyscy zabiegają o 1% dla swoich pociech. Zanim jednak my wkroczymy do akcji na rzecz Pawła, postanowiliśmy zająć się sprawą niecierpiącą zwłoki i BARDZOOO PILNĄ, gdyż czasu jest nie wiele.

   Jak wiecie, zawsze staram się uczulać Pawła na cierpienie innych, były posty o Aleksie, o Justynce i o Antosiu........czas zrobić coś pożytecznego dla MAKSA.

   Mamę Maksymiliana poznałam nie dawno. Po artykule Doroty. Jako pierwsza przyszła nam z pomocą. Dzisiaj tej pomocy potrzebuje jej syn MAKSYMILIAN PARADYSZ.

   Od kilku dni na FB istnieje wydarzenie; "UWAGA!!! OPERACJA MAX.

   Celem wydarzenia jest zebranie pieniążków na zabieg FIBROTOMII, ten sam o który walczyliśmy dla ALEKSA. W tedy się udało.

   Do uzbierania jest 11 tysięcy złoty, do 13 marca. Ponieważ są ludzie którzy nie posiadają konta na FB, postanowiłam za zgodą mamy Maksymiliana, zamieścić posta o zbiórce na naszym blogu. Może ktoś pomoże nam wesprzeć akcję o co GORĄCO PROSIMY i do czego Z CAŁĄ POWAGĄ NAMAWIAMY.

Teraz troszeczkę o MAKSYMILIANIE:



   Urodził się w 2008 roku, z zespołem wad wrodzonych. Jest ich dość sporo zatem podam  tą najważniejszą według mnie: MPDZ czterokończynowe spastyczne - postać pozapiramidowa. Wybrałam to schorzenie, bo zabieg FIBROTOMII głównie jego dotyczy. Maks ma wielką szansę na poprawę w sferze ruchowej, właśnie dzięki temu zabiegowi.

   Jak można pomóc MAKSOWI?

To bardzo proste: dokonując wpłaty na jego subkonto w fundacji.

       FUNDACJA POMOCY OSOBOM NIEPEŁNOSPRAWNYM "SŁONECZKO"

                                                   STAWNICA 33A

                                                    77-400 ZŁOTÓW

nr. konta:

            89 8944 0003 0000 2088 2000 0010

koniecznie z dopiskiem;

        NA LECZENIE I REHABILITACJĘ MAKSYMILIANA PARADYSZ 95/P


Możecie też pomóc w nagłośnieniu sprawy. Jeśli sami piszecie blogi, piszcie o MAKSIE, na FB dołączajcie do wydarzenia, udostępniajcie je.........dosłownie każdy pomysł na pomoc się liczy i za każdy będziemy mocno wdzięczni.............

Pozdrawiamy cieplutko.

P.S. Paweł też dołączył do pomocy dla Maksa.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

26 stycznia 2015

   Miniony tydzień upłynął nam spokojnie. Paweł do czwartku jeździł na warsztaty, w piątek niestety musiał zostać w domu. Na warsztatach zalicza "okres próbny" w tej chwili, więc jeszcze nie może ruszać na wyjazdy. Ponieważ był wyjazd na basen, musiał zostać w domu. Uprzedzona wcześniej o tym fakcie, powiedziałam mu że, terapeuci wyjechali na szkolenie.

   Piątek jednak minął nam bardzo intensywnie. Spodziewaliśmy się wizyty Doroty i Marcina, wraz z Olivką i Zosią. Rano szybkie śniadanko, potem zakupki i ogarnięcie domostwa. Przygotowanie małego poczęstunku. Goście zjechali do nas około 13.

   Zawsze czekamy na te wizyty. Lubię pogadać sobie z Dorotą i Marcinem, nacieszyć oko widokiem Zosi i Olivki. Tym razem też tak było. Dużo pogaduch, śmiechu, podglądania zabawy dzieciaczków. Filip zawsze nieco się wstydzi, potem jednak jest duszą towarzystwa. Paweł wpada na chwilkę opowiedzieć co nieco, potem zaszywa się w swoim bezpiecznym miejscu. Nawet Dorota zauważyła że, zeszczuplał. Od wujka Marcina dostał dwa przepiękne kalendarze, za które bardzo dziękujemy. Zosia stała się bardzo opiekuńczą młodą damą. Pięknie karmiła Filipa łyżeczką, i rewelacyjnie smaży sobie jajecznicę. Z Dorotą powspominałyśmy jak funkcjonowały nasze dzieciaki parę lat wstecz, omawiałyśmy zmiany jakie zachodzą u nich obecnie. Było super, ale szybko minął czas, i nadeszła pora rozstania. Miło było słyszeć jak dziewczynki, już przy bramie, dopytują kiedy znów przyjadą.

   Po wyjeździe gości, musiałam jeszcze wyskoczyć do sklepu po sól. Jak to zwykle bywa, zapomniałam wcześniej. Paweł stwierdził że, zostanie w domu i będzie słuchał radia. Trochę się obawiałam tego, ale uznałam że, chce chwili spokoju. Jakież było moje zdziwienie gdy po 20 minutowej nieobecności, wróciłam do domu. Radio grało w tle, Paweł w pokoiku siedzi spokojnie, pomyte naczynia, pozbierane kredki, książeczki, kartki, pozamiatana podłoga. SZOK MÓJ NIEDŹWIEDŹ NAPRAWDĘ JEST DOROSŁY.

   Mam nadzieję że, ta jego dobra forma, tym razem zagości już na dłużej. Przyda się taka chwila oddechu......

wtorek, 20 stycznia 2015

20 stycznia 2015

   Paweł rozpoczął 2 tydzień jazdy na warsztaty.

   Przyznam szczerze że, jeszcze przed pierwszą jazdą, bałam się jak to będzie z porannym wstawaniem. Ostatnio lubił sobie pospać długo. Tymczasem wstaje bez problemów. Z radością czeka na busa. Kiedy przyjeżdża wysiada uśmiechnięty. Od poniedziałku nie pozwala mi odprowadzać się do auta. Kilkakrotnie upewnia się czy może wyjść z domu sam. Pozwalam na to, bo bus staje w samym podwórku. Pilnuję tylko żeby, z domu wyszedł jak już bus stoi.

   Ja tymczasem wykorzystuję czas bez Pawła na ogarnięcie gospodarstwa i zajęcie się gotowaniem. Praktycznie cały czas wypełniony.

   W niedzielę byliśmy w CH "Karolinka". Jak to mówią moje młode, w OSZOŁOMIE były promocje na odzież. A że, Niedźwiedziowi tu i ówdzie ubyło, trzeba ciut garderoby wymienić. Kasia w sobotę kupiła mu spodnie i bluzę. Ja z kolei chciałam kupić mu dres, ale półki już były wymiecione. Kupiliśmy zatem nowy komplet pościeli i klapki dla Niedźwiedzia.

   Matka też dokonała zakupu dla siebie. Już w grudniu ukazała się książka MAG . Pisałam o tym już kiedyś że, często, gęsto zaglądam na bloga Pani Katarzyny Jankowskiej. Przepisy które są na blogu, teraz są w postaci książki. Dla mnie rewelacja. Zatem zerknęłam do księgarni MATRAS w Karolince i...........jestem posiadaczką tegoż dzieła:



   Książka bardzo ciekawa i pod kontem szaty graficznej, jak i tego co zawiera. Oprócz przepisów można w niej znaleźć porady mamy alergika, jak ogarnąć zmagania z alergią. Cenne informacje na temat diety eliminacyjnej. Przy każdym przepisie kilka słów od dietetyka.

   Jak zwykle przy diecie miałam ogólny problem z ogarnięciem co czym zastąpić, jak zbilansować posiłki żeby, jak najmniej walić w Pawła witamin w tabletach. Wiadomo i żołądek cierpi i ilość przeraża. A tu proszę: mam w książce wystarczy sięgnąć na półkę, poczytać i już można działać.

   Ułatwienie ma też Paweł. Przed wyjściem na Warsztaty, otwiera, pokazuje co by chciał po powrocie i po krzyku. Dzisiaj zażyczył sobie naleśniki. Wmiótł tak szybko że, nawet nie zdążyłam zrobić fotki jak mi wyszły.

   Z czystym sumieniem mogę polecić każdemu tę książkę. Osobiście już nie mogę się doczekać drugiej części.

                                         Pozdrawiamy cieplutko:)

wtorek, 13 stycznia 2015

13 stycznia 2015

   Zmiany, zmiany, zmiany........ Znów długie milczenie z naszej strony. Paweł jednak tak pędzi do przodu że, brak czasu na komputer. Na długo przed świętami, zadzwonił telefon. Najpierw pojawiło się pytanie, czy nadal jesteśmy zainteresowani Warsztatami Terapii Zajęciowej dla Pawła. Ba od wizyt w lipcu, praktycznie w domu nie słyszałam nic innego jak:

- Pan Michał powiedział.......
- Dzwoń zapytać się.......
- Czemu nie jadę busem?

   I tak dosłownie na okrągło. Zatem jak zadzwonił telefon, Paweł był w "siódmym raju". Znów w ruch poszedł kalendarz. Ten kolorowy. Trzeba było jakoś przeczekać ten czas.

   Od 7 stycznia JEŹDZI NIEDŹWIEDŹ BUSEM.

   Wstaje co rano o 6.30. Ubiera się, łyka pigułki, zjada śniadanie i.........MYJE ZĘBY. O 7.35 przyjeżdża BUS, do domu wraca trochę po 13. Ileż to można zdziałać, gdy Niedźwiedź CHCE. A chce teraz dużo. Postanowił być w końcu dorosłym facetem. Zacząć dbać o siebie. Dwa razy dziennie myje zęby, z czym do tej pory był bardzo duży problem. Nie myje ich samodzielnie. Jeszcze nie. Ale przedtem nie dał sobie nic do paszczy włożyć. Po wizytach u Pani dietetyk, pozwolił myć raz dziennie, wieczorem. Teraz jednak po tłumaczeniach że, rano po śniadaniu, zalegają na zębach nowe mikroby, że oddech jest nie świeży........wpuszcza do paszczy szczoteczkę rano.

   Nie pamiętam czy już o tym pisałam. Mieliśmy duży problem z wytłumaczeniem Pawłowi, dlaczego ma pieniądze, skoro nie chodzi do pracy. Wymyślaliśmy różne sposoby, od zbierania groszówek do słoika, po sprzedaż jajek raz w tygodniu. Jakoś uszło. Poczuł się dowartościowany. Bo na swój sposób pracował na pieniążki które posiada w portfeliku.

   WTZ-y dały nam kolejną możliwość. Podczas oczekiwania na pierwsze wyjazdy, długo dyskutowałam z Pawłem, jak zachowuje się dorosła osoba. Pytał czy będzie jeździł do "PRACY". Podchwyciłam temat. Powiedziałam że, tak, będzie to jego praca. Tłumaczyłam jak to każdy, w pracy ma kierownika, którego poleceń musi słuchać, że każda nieobecność to mniejsza wypłata, złe zachowanie i nieposłuszeństwo to brak premii. Kolejny walor to fakt, że jest do nich niedaleko. Gdyby nawet zachowanie Pawła jakoś się pogorszyło, mogę tam dojechać na rowerze. W końcu nie takie dystanse pokonywałam z Pawłem.

   Zatem oficjalnie dla Pawła - WTZ-y są pracą i obowiązują go pewne reguły.

   Nie mam pojęcia, jak długo będzie w takiej dobrej formie, ale oby jak najdłużej. Z utrzymaniem diety,  po za domem, nie mamy problemu. Jak wiadomo do pracy zabiera się posiłek z domu.

   Wiele opinii krąży w okół diety. Ja wiem jedno, nic nie jest w stanie zmienić mojej. Paweł jest na diecie od maja zeszłego roku. Poczynił bardzo wiele postępów. Z dnia na dzień, pokonuje kolejne bariery. Nie chcę tu mówić że, dieta leczy, bo ani autyzmu, ani upośledzenia nie da się wyleczyć. Dieta jest jednak w przypadku Pawła, tym czynnikiem, który pozwala mu się otworzyć. Tak naprawdę dopiero teraz mogliśmy spróbować znów wyprowadzić go po za cztery ściany domu. Terapeutycznie jest nadal. I w domu, i teraz poza domem dzięki właśnie WTZ-etom.

    W utrzymaniu diety pomagają nam przyjaciele. Nawet ostatnio przyszła dość pokaźna paczka ze zdrową żywnością.  Dlatego BARDZO DZIĘKUJEMY za to że, jesteście z nami.

   Na dzisiaj tyle, i tak wyszedł dłuuuuugaśny ten mój post. W nowym, dopiero co rozpoczętym roczku, życzymy Wam samych dobrych chwil, pełnych uśmiechów i nowych nadziei.

wtorek, 2 grudnia 2014

2 grudnia 2014

   Ależ ten czas pędzi. Jak szalony. Masa rzeczy do ogarnięcia, wpisy trzeba by dodać nowe, bo jest i o czym.

   Z pewnością przydało by się zrobić wpis o naszym pobycie nad morzem. Ale jeszcze nie teraz. Pewna przygoda w drodze powrotnej, jeszcze tkwi w pamięci Pawła bardzo intensywnie.

   Zatem zaczniemy od diety. Nadal ją utrzymujemy. Po październikowej wizycie, nasza Pani dietetyk była tak zadowolona że, następną będziemy mieć w styczniu dopiero. Badania które robiliśmy, nie wykazały u Pawła celiakji. I chwała chociaż za to. Jest jednak bardzo podwyższony poziom alergenów. Z dotychczasowych działań wynika że: mleko, jednak gluten, soja. Dlaczego gluten?

   Po wprowadzeniu diety bezglutenowej, u Pawła zaczęły znikać opuchlizny na nogach, rękach i twarzy. Poprawia się wymowa, wspomniane picie napoi przez rurkę, dmuchanie. Ręce są bardziej elastyczne, chętniej chwyta do nich długopis. Co najważniejsze, wyraźna zmiana przy kąpieli. Pamiętacie jak zawsze pisałam że, w kąpieli ręce i nogi mu sztywnieją, są jak kołki i nie można ich zgiąć. Teraz pięknie zgina nogi i ręce przy myciu. Zwłaszcza palce u rąk. Zawsze pozostawiały wrażenie nie domytych, po grzebaniu w smarach od roweru. Teraz lśnią. Wydaje mi się że, to po prostu opuchlizny powodowały stan sztywnienia.

   Ulubionym posiłkiem Pawła na śniadanie jest zupa śniadaniowa, na którą dostaliśmy przepis od Pani dietetyk. Jadłospis ogólnie zrobił się ciekawszy. Chętniej zjada warzywa. Gorzej z mięsem i rybami. Po ostatniej wizycie, dostaliśmy zalecenie wdrożenia AVOCADO. Przyznam że, nie miałam pojęcia co to. Pojawiło się jednak w naszych wioskowych sklepach. O cenie lepiej nie mówić. Ale wdrożyć trzeba. Gdy przyniosłam pierwsze do domu, zastanawiałam się co z nim zrobić.

   Po obraniu sprawiało wrażenie jednej kupy tłuszczu. Z pomocą przyszło jabłuszko z sadu. Zblenderowane razem, z odrobiną stewii dały wspaniały deser. Paweł zawsze lubił serki  homogenizowane. Po wprowadzeniu diety, był z tym nie lada problem. Idąc do sklepu, kusiło i nęciło Niedźwiedziowe brzuszysko. Teraz wystarczy że powiem:

   - W domu zrobimy avocado! - i niedźwiedź odchodzi od pułki z łakociami.

   Pojawiła się w sprzedaży śmietanka ryżowa. Po konsultacji z Panią dietetyk, zmodyfikowaliśmy przepis na avocado tak że, smakuje dosłownie jak serek;

1 avocado
1 jabłko lub gruszka, może być też inny dozwolony owoc
sok z połowy limonki, bądź kilka kropli soku z cytryny
pół opakowania śmietanki ryżowej
miareczka stewii
łyżeczka słonecznika

Avocado, jabłko, słonecznik obieram i wstawiam na 15 minut do kąpieli solnej ( 1 łyżeczka soli + szklanka wody). Potem przepłukuję wodą czystą. Wkładam do pojemnika od blendera, dodaję stewię, śmietankę, sok z limonki i blenderuję na gładką masę.

A tak wygląda nasz deserek:



   Paweł zjada bardzo chętnie. Dzisiaj udało mi się wcisnąć w niego dorsza duszonego w warzywach. Pochłoną caluśką porcję.

Cóż, małymi kroczkami do przodu.

poniedziałek, 24 listopada 2014

24 listopad 2014

   AFEEEE niedźwiedzica zaniedbała bloga. A Paweł zagląda czy coś nowego napisała..........i komentuje jej zaspanie:)

- Podziękować trzeba!!!!! za 1% trzeba!!!!!!

   Kochani, dzisiaj zatem chcemy gorąco podziękować;

                                                 ZA 1% DLA PAWŁA

   Mieliśmy w tym roku aż 34 wpłaty. Było ich o 20 więcej niż w roku poprzednim. Poniżej lista urzędów skarbowych z których pochodzą wpłaty:

US W-WA WOLA
1 US OPOLE
2 US OPOLE
2 US KATOWICE
US WROCŁAW- ŚRÓDMIEŚCIE
US WADOWICE
US BRZEG

   Nie mamy możliwości podziękować każdemu indywidualnie, dlatego;

   DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM KTÓRZY PRZEKAZALI TEN 1%, ALE TEŻ WSZYSTKIM TYM, KTÓRZY POMAGALI PRZEKAZYWAĆ INFORMACJE O TYM.


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

18 sierpnia 2014

   Dzisiaj zaczęliśmy pierwszy dzionek, naszego poważnego już urlopu. Po długiej podróży, dotarliśmy nad wymarzone Morze Bałtyckie. Obecnie koczujemy w Pobierowie. Niedźwiedź zmęczony podróżą jak nigdy, ale zdołał jeszcze doczłapać na plażę, coby zobaczyć masę wody z którą ogólnie jest na bakier. Sprawia wrażenie przestraszonego króliczka raczej, niż potężnego Niedźwiedzia. Facet daje jednak radę. Tak króciutko dzisiaj, bo dosłownie Niedźwiedzica też już na paszczę pada. Jeszcze tylko fotka zrobiona dla uwiecznienia chwili......


   Czyż nie pięknie wygląda moja rodzinka........co prawda to jej część, ale bardzo ważna dla mnie.

wtorek, 5 sierpnia 2014

5 sierpnia 2014

   Troszkę wyhamowujemy. Czas złapać trochę oddechu. Postaram się troszkę przesunąć w czasie wstecz. Tak żeby  naświetlić co robiliśmy do tej pory. Zacznijmy zatem od 18 lipca. Był to kolejny dzień wizyty naszej Pani Ani i Łukasza. Po zajęciach w domu, chłopaki mieli obiecany spacer. Łukasz bardzo chciał zobaczyć most w naszej wiosce. Ma też bardzo ciekawe "hobby". A mianowicie, w każdym nowym miejscu, które polubi, wiesza kłódkę. Pięknie wygrawerowaną, z własną sentencją.




    Przyznam szczerze, że bardzo spodobał mi się pomysł, zawieszenia takiej kłódki u nas. Naszej Skorogoskiej, towarzyszy łyżeczka, też pięknie wygrawerowana. Łukasz robi też ciekawe fotografie:


      Dzięki temu, możecie zobaczyć nieco widoku z naszego mostu........


   Zaś my, to znaczy ja i Pani Ania, staramy się uwieczniać przyjaźń naszych facetów na fotografiach......


   Łukasz oczywiście postanowił zrobić fotkę nam:


   Całość historii z kłódką, zakończy film..........




   Jakie były marzenia chłopaków? Nie wiem ani ja, ani Pani Ania. Tradycja nakazuje utrzymanie tego w tajemnicy, żeby się spełniły. Czego z całego serducha chłopakom życzymy......

   Łukasz i Paweł są całkowicie różnymi osobowościami. Nie zmienia to faktu że, uzupełniają się wzajemnie. Łukasz komunikacyjnie radzi sobie świetnie, co ośmiela Pawła. Paweł chętniej rozmawia, zaczyna dość fajnie opowiadać to co wokół niego się dzieje. Praktycznie chciałby żeby Łukasz towarzyszył mu wszędzie gdzie to jest możliwe. Ponieważ Łukasz dużo podróżował, jest swego rodzaju przewodnikiem w naszych eskapadach. Właściwie to dzięki Niemu, zwiedziliśmy we Wrocławiu "OSTRÓW TUMSKI". Co prawda w deszczu, przemoknięci do "suchej nitki", ale radość chłopaków była tego warta.........O tym jednak w kolejnym wpisie.

sobota, 2 sierpnia 2014

2 sierpnia 2014

   Są chwile dla których warto poświęcić wszystko!!!!!! W czwartek byliśmy w Klubie Jeździeckim "OSTROGA" w Opolu - Bierkowicach:

   Mała relacja fotograficzna z tego wydarzenia, jak uda mi się wgrać film, zobaczycie jakiego mam DŻOKEJA w domu:


Najpierw pielęgnacja!


Dżokej też musi się prezentować jak należy!


Jeszcze pierwsze szlify pod bacznym okiem Pani instruktor!


Razem z Łukaszem raźniej! Można pomału ruszać w drogę! Ale o tym za parę dni, już na filmie!

P.S. Obiecany film..............






środa, 30 lipca 2014

30 lipca 2014

   Jesteśmy, jesteśmy.....żyjemy i miewamy się dobrze, chociaż to chyba mało powiedziane:) Nie pamiętam w naszym żywocie tak intensywnych wakacji. Dzieje się bardzo dużo i bardzo pozytywnie. Szczegółowe relacje będą po dotarciu wszystkich fotek do nas. Niestety nasz aparat pada, więc posiłkujemy się sprzętem Pani Ani  i Łukasza. Tak na szybko i na już, doniosę iż, nasze "Wiejskie Życie" znów powiększyło swoją garmażerię.

   Pojawiły się kury. Swoją drogą śmieszna z nimi była historia. Kiedy odbieraliśmy od gospodarza kaczkę z kaczętami, Paweł zauważył tam jeszcze kury.....

- O! Jeszcze kury zapomnieliśmy! -  wykrzyczał.

   Kiedy dotarliśmy do domu, okazało się że, tato Pawła zakupił mu kury. A ponieważ przy transakcji przejęzyczył się, z 10 sztuk zrobiło się 20. Teraz Paweł ma świeże, wiejskie jajca......

   Dzisiaj rano robiłam jajecznicę - dla Filipa z 1 jajca, dla Pawła z trzech ( jest w spisie potraw które może Paweł jeść). Na początku usłyszałam że:

- Nie chcę! Nie lubię jajecznica!

   Po namowach i dwóch wsadach do buzi, front się zmienił :

- Elżbieta! Kurde, dobre te jajka!

   No i " Ku chwale ojczyzny" Niedźwiedziu!

   Paweł ma też nowego przyjaciela, REKSIA! Nigdy chyba nie zrozumiem, dlaczego każdy pies to dla Pawła - REKS.


A że, miłość kwitnie, noce wyglądają tak :


   No i jeszcze jedno! Paweł jeszcze nic nie wie, ale 17 sierpnia w nocy, czeka go daleka podróż........

Prezent urodzinowy od taty! 4 dni nad morzem............

Jak zwykle skrót telegraficzny......będzie więcej za jakiś czas, jak po ogarniam to wszystko.

Pozdrowienia dla naszych czytelników:)




poniedziałek, 21 lipca 2014

21 lipca 2014

   Jutro urodziny Pawła. 23-cie jakby nie było. Matka chciała zrobić Niedźwiedziowi małe co nieco z tej okazji. Pokupowała co trzeba do pieczenia, względem diety. Brakło tylko STEVI. Szukała w sklepach w Lewinie, przy okazji wyjazdu Pawłowego na WTZ-y. Ale lipa, nigdzie nie było. Z pomocą przyszła Firma LAFAR, a konkretniej Pan Rafał Ochmański. Za sprawą Justyny, dowiedział się o Niedźwiedziowych potrzebach słodzących. Telefon w tej sprawie matka miała już w zeszłą środę. I dzisiaj właśnie, kiedy potrzeba nagli, dotarła przesyłka.

   STEVIA jest jedynym słodzikiem na który wyraziła zgodę nasza Pani dietetyk. Nie mamy pozwolenia nawet na miodzik, chodź wiadomo że, Niedźwiedzie jego właśnie lubią najbardziej. Paweł od wprowadzenia diety znów robi bardzo duże postępy. Zatem jest wiadomo że, matka dwoi się i troi coby mu już tak zostało. Spory zapas STEVII jaki Niedźwiedź otrzymał, pozwoli nam spokojnie zadbać o prawidłowość w tym temacie.

   CHCIELIBYŚMY ZATEM BARDZO GORĄCO PODZIĘKOWAĆ - PANU RAFAŁOWI za tak cenny prezent urodzinowy dla Niedźwiedzia, i naszej KOCHANEJ JUSTYNCE za wsparcie w naszych działaniach.

   Wszystko wskazuje na to, że Pawłowi podoba się na WTZ-tach. Dzisiaj dojechaliśmy po 9 godzinie, miałam odebrać go o 14. Kiedy po niego wróciłam, usłyszałam tylko:

- JUŻ???!  TAK SZYBKO???!

   Ale grzecznie się spakował i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wszak rower to też niemała atrakcja. Ja natomiast, zastanawiałam się jak pokonamy ten kawał drogi w taki upał. Zwłaszcza że, aby nadążyć za Pawłem przydał by się motorek w pewnym miejscu. Daliśmy jednak radę. Niedźwiedź po powrocie padł jak kawka, ucinając sobie drzemkę. Nie odpuścił jednak wieczornej porcji treningu rowerowego, tym razem z siostrą i małym FILIPEM.

   No i tyle na dzisiaj. Matka leci wertować przepisy na ciacho dietetyczne ( a widziała parę tutaj: http://www.mamaalergikagotuje.pl/ ), żeby jutro uprzyjemnić Niedźwiedziowi dzionek.

   Swoją drogą, POLECAM BARDZO tego bloga. Mnóstwo ciekawych przepisów i rozwiązań dietetycznych.

piątek, 18 lipca 2014

18 lipca 2014

   Myślałam że, wakacje jak co roku, będą bardzo nudne i leniwe. Tymczasem nie tym razem. Kolejna zmiana w Pawle, bardzo pozytywna. Zaczyna ciągnąć do ludzi. Chce mieć przyjaciół. Mam nadzieję że mu już tak zostanie. Co zatem w związku z tym?

   Podczas ostatniej mojej wizyty w Stowarzyszeniu z Lewina Brzeskiego, zrodził się pomysł. Panie zapytały mnie czemu nie chcę dać Pawła na WTZ-y. Ba, chcieć to ja bym chciała, ale Niedźwiedź nie chce. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo się myliłam. Zatem podejmujemy kolejną próbę. Przez całą resztę lipca, jeżdżę z Pawłem na rowerach do Lewina. Młody zostaje na warsztatach. Póki co muszę być na miejscu, ale nie z nim. On zostaje, ja wypoczywam w tym czasie na plaży kąpieliska w Lewinie. Wszystko po to, by w razie telefonu, być szybciutko na miejscu. Jeśli to nam się uda, to po wakacyjnej przerwie w Stowarzyszeniu, zaczniemy działać żeby Paweł miał miejsce w grupie.

   Obecnie tydzień mamy bardzo napięty, ale to akurat bardzo cieszy:

- poniedziałek WTZ-y, jazda na rowerze około 11km, po powrocie ogarnięcie gospodarstwa, którego znów nam przybyło. Pojawiło się 20 kur. Mamy zatem swoje jajeczka.
- wtorek WTZ-y, scenariusz jak w poniedziałek
- środa opieka nad Filipem, spacery piesze reszta jak wyżej
- czwartek WTZ-y, itd
- piątek Pani Ania z Łukaszem, terapia
- sobota i niedziela, pałeczkę nad Pawłem przejmuje TATO, ostatnio nieźle dają sobie radę, chociaż jedzeniowo nadal ciężko. Ale uczymy się i staramy wychwycić o co młodemu chodzi.

   Króciutko było, ale cóż, trzeba zmykać do  zajęć........


środa, 9 lipca 2014

9 lipca 2014

   Czas, czas, czas........jedni nie mogą zrozumieć jego upływu, inni marzą żeby się wydłużał w nieskończoność. No dobra, koniec narzekania, czas opisać co działo się w ostatnim czasie u nas. A działo się sporo.

Zacznijmy od tego co Paweł obecnie jada. Przygotowałam kilka zdjęć.


Nasz chleb bezglutenowy. Podstawowa mąka to gryczana. Upieczony przez mamuśkę rzecz jasna. W maszynie do chlebka, też rzecz jasna.


Risotto z warzywkami, też wyprodukowane przez mamuśkę.


W rzeczy samej, deserki też bywają: kisiel gruszkowy........


Makaron bezglutenowy z musem jabłkowym.........

Wszystko musi być ładnie podane. Lepiej w tedy  smakuje, i chętniej chwyta się za talerz.....

W zeszłą środę, było znów bardzo terapeutycznie. Pani Ania przybyła do nas z Łukaszem.........


Poznajcie zatem przyjaciela Pawła.

Na zajęcia przygotowałam zdjęcia z Wrocławia. Paweł miał opowiedzieć Łukaszowi o wizycie we Wrocławiu. Nie mam pojęcia jak Pani Ania to robi, ale stałam za zamkniętymi drzwiami, i słuchałam jak Paweł zdjęcie po zdjęciu zdaje relację.

Gospodarzy Paweł nadal, a jakże....... "WIEJSKIE ŻYCIE" pełną parą idzie...........


Podopieczne Pawła już bardzo urosły, ale od wczoraj pojawiły się nowe maleństwa. Z mamusią oczywiście.


Mamusia wstydliwa nieco, więc przed fleszem schować się postanowiła.

W sobotę spodziewaliśmy się gości. Dorotka z Marcinem, Zosią i Oliwką, oraz po raz pierwszy z wizytą u nas Państwo Kubaczki: Piotr i Edyta z Kubusiem i Pawełkiem. Jak wiadomo spodziewając się gości człowiek, stara się ogarnąć co nieco w przybytku. Zabrałam się za mycie okien. Poprosiłam Pawła żeby, odsunął mi taborety spod okna. Podsuwałam tam ławę żeby, móc zdjąć firany. Oczywiście Paweł polecenie wykonał ochoczo. Natomiast mamuśka doznała lekkiego szoku, obracając się po chwili i widząc TO!!!!!!!


WAKACJE Z DUCHAMI czas zacząć!!!!!!!!!

Przejdźmy zatem do dnia dzisiejszego. Pisałam ostatnio że, Paweł radzi sobie już z piciem napoju przez rurkę. Dzisiaj poszedł o krok dalej, sam nadmuchał materac taki dopływania po wodzie. Ale największą frajdę sprawiło mi to, że po raz pierwszy w życiu określił swój stan emocjonalny. 

Jak co środę, Kasia w pracy, ja opiekuję się Pawłem i Filipem. Filip już nieźle dokazuje, więc wymaga większego poświęcenia uwagi. O dziwo Paweł się z tym godzi. Nawet stara się być pomocny. Było już grubo po południu. Puściłam Filipa żeby sobie pochodził po mieszkaniu. Wiadomo jak to za malcem trzeba być za nim krok w krok, żeby był bezpieczny. Paweł leżał i słuchał muzyki. W pewnym momencie wstał, podszedł do mnie i powiedział:

- Nudzi mi się! Jestem smutny!..........nudzi mi się już u  niego parę razy słyszałam. Nigdy jednak nie był w stanie określić swojego stanu emocjonalnego. Jestem smutny, czy jestem wesoły to była dla niego abstrakcja. Zapytany wprost co czuje w danej chwili, zwykle odpowiadał DOBRZE. Było to jak odpowiedź z automatu, a tym razem, spontaniczne określenie. Umiejscowione w danym  momencie. Chyba zatem mogę to zaliczyć jako kolejny postęp.

Na dzisiaj tyle. Dobrej nocki życzymy naszym czytelnikom.:)





wtorek, 1 lipca 2014

1 lipca 2014

   Miał post być wczoraj, ale nie wyrobiłam czasowo. Kilka wyjaśnień odnośnie Pawła diety. Myślę że, będą odpowiedzią na zadane mi pytania. Pierwszy raz do czynienia z dietą mieliśmy, po diagnozie w Kup. Paweł zareagował na nią dość spektakularnie. Niestety nie wyrobiliśmy finansowo. Po za tym, teraz dopiero widzę że, popełniałam dużo błędów. Ale tak to jest jak ma się wiadomości tylko ogólnikowe. Do powrotu do diety, zmusiło nas parę rzeczy. U Pawła znów pojawiły się biegunki, bóle brzucha, atopowa skóra, wszystko wskazuje na to że, wiecznie nie gojące się rany, też mają podłoże w diecie. Pogorszyło się zachowanie, sen, kontakt. Myślę teraz że, regres który zaliczył to właśnie efekt przerwania diety.

   Postanowiliśmy tym razem skorzystać z fachowej pomocy. Dietetyka. Wiadomo ogólnie że, jak dieta to też suplementy. Trzeba wiedzieć dokładnie co i w jakich ilościach.

   Dieta nie rozwiąże problemów autystycznych Pawła, nie uzdrowi. Nie oszukujmy się, w tej kwestii póki co cudów nie ma. Dieta ma za zadanie wspomóc działania terapeutyczne, zapewnić Pawłowi maksymalny komfort życia bez strachu przed bólem, którego nie bardzo rozumie. Po za tym postura Pawła jak wynika z tabeli przygotowanej przez Panią doktor, to nie tylko zwoje tłuszczu. Potężne ręce i nogi mogą być opuchnięte częściowo, opadnięta szczęka która utrudnia pracę logopedyczną z Pawłem, ślinotok to kolejne przyczyny wprowadzenia diety.

   Mleko wycofane dużo wcześniej. Ustały biegunki, zmniejszył się ślinotok, po raz pierwszy od długiego czasu mógł zamknąć usta do picia rurką. Nie dusił się, pochłaniał duże łuki płynu.

   Co dalej?

Czekaliśmy do pobrania próbek krwi w laboratorium. Badania zlecone objęły:
- poziom wit. D3(25-OH)
- IgE
- przeciwciała przeciwendomysialne IgA i IgG
- przeciwciała przeciwgliadynowe IgA i IgG
- przeciwciała przeciw  transglutaminazie tkankowej IgG i IgA.

   Są to dość drogie badania, niestety prywatnie. Teraz czekamy na wyniki, wycofując już pomału gluten.  Te badania Paweł powinien mieć zrobione już w wieku dziecięcym. Kiedy to reagował na jedzenie wymiotami, biegunkami, niechęcią do spożywania jedzenia i jego monotonnością.

   Jeszcze teraz nie dawno opisywałam co Paweł jada; głównie mleko (od ponad 2 miesięcy ryżowe) i wiecznie królujące ziemniaki z burakami. Od powrotu z Wrocławia,mamy nowe wytyczne co do składników pokarmowych dla Pawła. Dokładnie CO i W JAKICH ILOŚCIACH. Efekt taki że, od tygodnia Paweł jada większość warzyw, wprowadzone też strączkowe. Jedyny problem w tym temacie to sobota i niedziela. Matka ma te dwa dni wolne, pałeczkę opieki nad Pawłem przejmuje tato. Paweł odmawia przyjmowania posiłków. Nawet jeśli przygotuję je wcześniej dla niego.

   Jest to duży problem, bo udało nam się w tygodniu wprowadzić 4 podstawowe posiłki, zamiast 1 czy 2, w bardzo dużych ilościach. Dosłownie rozpychających żołądek. Myślę jednak że, z czasem i z tym sobie poradzimy. Nie zrezygnuję z moich wolnych dni. Tym razem Paweł będzie musiał zrozumieć pewne rzeczy.

   Mamy też dołączone suplementy: Magvit B6
                                                  Calcium Alergo Plus
                                                  Devikap
i olej lniany 1 łyżka na czczo przed śniadaniem.

   Wyniki badań omówimy z Panią doktor i dietetyk na kolejnej wizycie 24 lipca. Co dalej w temacie napiszę po wizycie.

   Po wakacjach zaczniemy też starania o PRODESTE. Dzięki Pani Korneli i Pani Magdalenie na subkoncie Pawła w fundacji jest już kwota potrzebna na diagnozę funkcjonalną.

                        BARDZO DZIĘKUJEMY!!!!!!!!!!

piątek, 27 czerwca 2014

27 czerwca 2014

   Uff.......dopiero co wyrobiłam się ze wszystkim, chwilka czasu dla siebie, więc kawa i zasiadam do pisania. Jak obiecałam opiszę wizytę we Wrocławiu.

   Paweł spania nie miał. Wstał już o 5 rano. Pociąg mieliśmy o 8.19 ale, oczywiście bał się spóźnić,więc na stacji w Przeczy kwitliśmy od 7.30. Ciągle pytał o Panią Anię. Tłumaczyłam mu że, będzie w pociągu, jak dojedzie pokiwa nam, żebyśmy wiedzieli gdzie jest. Kiedy nadjechał pociąg, skakał z radości jak małpka, klaskał, machał dwoma rękami i nie mógł się już doczekać otwarcia drzwi. Kiedy w końcu byliśmy w środku, wykrzykiwał głośno:

- Mówiłem, mówiłem!!!!!!

Po drodze, wymieniał wszystkie stacje w kolejności jakiej będzie zatrzymywał się pociąg. Omówiliśmy w między czasie plan wizyty. Zakładał on najpierw badania, w nagrodę obiecany sklep SPOŁEM, potem wizyta u Pani dietetyk.

Badania zaliczyliśmy bardzo szybko. Paweł okazał się DOROSŁYM facetem, który w tej kwestii nie stwarza już problemów.

Po wyjściu z laboratorium, udaliśmy się do przybytku zwanego SPOŁEM. Ło matuchno, przybytek spożywczy, ni w ząb nie znajdziesz tam talerza. Ponieważ czasu masa nam  została, postanowiłyśmy z Panią Anią że, po krążymy po ul. Powstańców Sląskich, i poszukamy jakiegoś sklepu z zastawą stołową. W między czasie, wpadliśmy na małe co nieco do restauracji z pierogami. Paweł rzecz jasna - ziemniaczki z buraczkami życzył sobie:


NO GDZIE TE ZIEMNIACZKI?????

   Łaziliśmy bardzo długo, doszliśmy nawet do wspomnianego ostatnio SKAY TAWERA, o czym świadczy fotka poniżej:


Wieża za Pawłem to właśnie ten szklany wieżowiec.

   Znów łażenie w kółko, a sklepu z zastawą ani widu, ani słychu. Co tu robić? W dalszym tle ulic widniała piękna wieża kościoła. Nasz plan zakładał także wizytę w kościółku. Ponieważ krążenie za poszukiwaniem sklepu mocno nas już zmęczyło, postanowiłyśmy z Panią Anią że najpierw odwiedzimy kościół.


Po modlitwie i wyjściu z kościoła, zobaczyłyśmy na przeciwko sklepy. Niestety nic z zastawą. Była też restauracja. Paweł ciągle pytał kiedy kupimy talerze. W końcu zbierał sobie na nie pieniądze. Popatrzyłam na Panią Anię, i z rezygnacją w głosie powiedziałam:

-Chyba przyjdzie nam okupować restaurację, i żebrać talerza, bo Niedźwiedź bez niego do domu nie wróci.

Popatrzyłyśmy na siebie znacząco, zaczęłyśmy się śmiać, po czym łapnęłyśmy Pawła i pędzikiem znalazłyśmy się w restauracji. Zapytałam dwóch młodych panów czy mogłybyśmy porozmawiać z kimś z dyrekcji. Panowie patrząc na nas nieco zdziwieni spytali w jakiej sprawie. BARDZO NIETYPOWEJ odpowiedziałam. Proszę jednak powiedzieć o co chodzi, Panowie dociekali dalej. I tu obie z Panią Anią zaczęłyśmy nadawać jak katarynki. Jeden z Panów poprosił abyśmy mówiły wolniej. Tylko jak tu wolniej mówić, kiedy Niedźwiedź na talerz czeka? 

Ale się zmobilizowałam, wyjaśniłam już spokojnie że, sprawa życia i śmierci, musimy kupić TALERZ. Mamy ze sobą Atystyka, który bez talerza dalej się nie ruszy, a nie możemy znaleźć żadnego sklepu z zastawą stołową.
Mina obu Panów bezcenna. Ale jaki talerz? spytali. Grunt żeby nie był papierowy. Porcelit czy inny, byle był. Jeden z Panów z nami rozmawiał, drugi w między czasie poleciał na zaplecze. Po chwili wrócił z pięknym TALERZEM. Paweł szczęśliwy. Chciałam zapłacić za talerz, ale odmówili przyjęcia pieniędzy.

Wyszłyśmy zadowolone, ze szczęśliwym Pawłem i padłyśmy na ławce przed restauracją. Obie śmiałyśmy się same z siebie, i nie wierzyłyśmy że nam się udało. Po chwili wyszli obaj Panowie na przerwę. Wspomniałam tylko Pani Ani, że fajnie było by mieć fotkę na pamiątkę naszego wyczynu. No i gdzie diabeł nie może, tam nas pośle. Poprosiłam Panią Anię żeby spytała czy zgodzą się na zamieszczenie fotki na blogu. Zgodę dostaliśmy, także przedstawiamy naszych dobroczyńców wraz z Pawłem i Panią Anią - matka fotkę trzaskała...


Niestety z tego wrażenia obie zapomniałyśmy sprawdzić, jaka to restauracja......ale za miesiąc, podczas kolejnej wizyty, sprawdzimy.........

Po wizycie u Pani Dietetyk, miałyśmy dla Pawła jeszcze jedną niespodziankę...........zdjęcia przed budynkiem radia i ulubionej telewizji Pawła.............


Dzień upłynął nam bardzo intensywnie. Do domu trafiliśmy tuż przed 19. Paweł był już tak padnięty, że nawet nie zauważyłam jak trafił do łóżka. Za to teraz ma masę do opowiadania. 

W poniedziałek opiszę jak to jest z naszą dietą, dlaczego ją mamy..........

P.S. A sklep z zastawą okazało się był. Tylko że, na ulicy gdzie gabinet ma nasza Pani dietetyk........to dopiero było nasze zdziwienie.